Ktoś zapyta się, ileż razy można pokazywać kwiatki i inne rośliny i jeszcze zachwycać się nimi? Wiadomo, że co roku one będą. No można stawiać sobie takie pytania, ale nie ma potrzeby na wszystkie odpowiadać. Ja już tak mam, że co roku zachwycam się tak jakbym zobaczyła pierwszy raz. Wyjście z domu, zobaczenie i uchwycenie obiektywem jest dla mnie radością. A kto mi zabroni cieszyć się tym? Pokazać innym to też radość, ale czy innych to zainteresuje lub zainspiruje do wyjścia i oglądania w naturze, no to już inna sprawa całkiem indywidualna.
Trochę ostatnio za długo już przesiadywałam na wygodnym tapczanie z książką w ręku. To też postawiłam się do pionu i wyszłam na spacer. Dzień w prawdzie zapowiadał się pogodowo niepewnie . Jednak po nocnych opadach przejaśniło się i można było wyjść. Początkowo jak zwykle przez osiedle, gdzie tym razem spotkałam drugiego wielbiciela robienia zdjęć spotkanym kwiatom. Chwila przyjemnej rozmowy i poszłam dalej moją stałą trasą póki co. Mam nadzieję, że wkrótce zmienię miejsca spacerów. Mogłam zauważyć, co nowego kwitnie, co już ubrało się w zieloniutkie "sukienki". A cały czas towarzyszył mi dźwięczny świergot ptasząt. Niestety nie chciały tym razem pozować, były zbyt zajęte. Ucieszyłam się, już niedługo pobliskie pola zażółcą się - zakwitnie rzepak. Będę znowu miała co sfotografować tak dla swojej przyjemności. Spotkałam ślimaka i dostosowując tempo marszu do niego, miałam czas na przemyślenia. A jakoś tak sporo tych myśli zebrało się. Czy do jakiś wniosków doszłam, nie byłabym tego taka pewna. Jeden zasadniczy - koniec przesiadywania tyle godzin w domu. Czas poprawić swoją kondycję. I tak spacerując wraz ze ślimakiem, kawkami i swoimi myślami doszłam do domu.
Mój kolega ze spaceru |
A to koleżanki ze spaceru Wracając już do domu zajrzałam na naszą osiedlową łąkę kwietną i ku mojej radości natknęłam się na rozkwitające tulipany. |