poniedziałek, 16 października 2017

59. Michałowice

Niedziela, kolejny dzień wędrowania. Dzisiaj zaplanowałam zabrać koleżanki do Michałowic. Tak, tak byłyśmy tam dziesiątki razy, a co w tym złego. To są miejsca, które zawsze są piękne a wrażenia za każdym razem inne. A poza tym ważne, żeby wędrować a nie przesiadywać w domu. Na to przyjdzie zapewne taki czas, wolę póki co nie myśleć. No dobra - jedziemy do Michałowic. Tylko wysiadłyśmy z autobusu i już widoki zapierające dech. Śnieżne Kotły


 
 

Wyruszamy według planu, wchodzimy pod górkę do lasu, mijamy ciekawe skałki kolorowe drzewa. Pierwszym punktem bardzo ciekawym są Kociołki,  forma wietrzenia powierzchni skalnych, mająca postać kolistej lub wydłużonej misy.  


 




 

Opuszczamy te formy skalne i ścieżkami leśnymi idziemy dalej. Robi się coraz cieplej, aż trudno uwierzyć, że kilka dni temu padało i było zimno. Chociaż to chyba normalne jest to pora jesienna.



 

Po kilkuset metrach doszliśmy do właściwego celu naszej wędrówki. Miejsce zwane jest "Złotym Widokiem". Tutaj robimy dłuższe posiedzenie. Miejsce jest warte tego, przynajmniej dzisiaj kiedy jest taka wspaniała widoczność. Nie na darmo miejsce zwane jest Złotym Widokiem. A co było widać - niemal całe pasmo Karkonoszy od Śmielca po Szrenicę, a także Wysoki Kamień w Izerach.

Szrenica

 

 

Schronisko na Wysokim Kamieniu



 

Schronisko pod Łabskim Szczytem

 





                                       Szklarska Poręba Dolna



 

Mogłyśmy tak siedzieć w nieskończoność, a przynajmniej do pierwszego chłodu. Wreszcie ruszamy dalej, idziemy przez las, skrajem dawnego kamieniołomu. Cały czas mamy w oddali widok na góry. Nie mogę nacieszyć się tymi kolorami. Natura jest wspaniałym artystą.






 

Wreszcie wychodzimy z lasu jesteśmy znowu w Michałowicach, spoglądam na bardzo ładną zabudowę osiedla. W dole mijamy budynki Teatru Naszego, pensjonaty.






 

Opuszczamy to piękne miejsce i wchodzimy ponownie do lasu, jednak dzisiaj to uroda lasu wygrywa z widokiem osiedla. Pod nogami szeleszczą kolorowe liście, cisza i słońce. Czy potrzeba czegoś więcej by czuć się szczęśliwym. No tak dobrze jest jak możemy dzielić to piękno z przyjaciółmi.




 

Koniec naszej wędrówki to kawiarnia przy sklepie z pięknymi wyrobami kryształowymi w Piechowicach.








niedziela, 15 października 2017

58. Bukowiec

Kolejny przepiękny dzień. Jakże można byłoby siedzieć w domu. Wszystko inne musi poczekać ja idę podziwiać kolory jesieni. Kto to wie jak długo tak będzie. Korzystajmy więc z każdego dnia. Telefon do koleżanek i jestem gotowa. Jedziemy do Mysłakowic. Teraz już pieszo przez kolorowy las do celu. Wprawdzie w Bukowcu bywam bardzo często, nie szkodzi. Za każdym razem zachwycam się inaczej. Dochodzimy do pierwszych stawów. Po przeciwległej stronie coś się dzieje, spoglądamy uważnie i co widzimy - ślubną sesję fotograficzną, jako atrybut - znudzony koń. No cóż pomysłów jest wiele na długoletnią pamiątkę (oby). No wystarczy tego przyglądania się idziemy dalej groblami. Spojrzenie na Opactwo. Romantycznie wygląda wśród kolorowych drzew. Przysiadamy na chwilę na jednej z licznych ławeczek, mała przegryzka. Teraz idziemy w kierunku stodoły artystycznej gdzie jest miła kawiarenka na filiżankę dobrej kawy, wystawiamy twarze na promienie słoneczne, które delikatnie muskają naszą skórę. Przysiada się do nas przesympatyczny psiaczek żądny poszmerania za uchem. Zadowolone idziemy w kierunku wieży widokowej. Trochę wydłużamy sobie drogę, żeby ominąć niezbyt fajne podejście. Widzę na przykładzie tego miejsca jak przyroda szybko zawłaszcza sobie tereny nieużytkowane. jeszcze kilka miesięcy temu były dodatkowo widoczne ruiny amfiteatru, dzisiaj niemal zarośnięte.












 

Kiedy nacieszyłyśmy oczy widokami schodzimy do wsi, do parku. Jeszcze chwila na fotografowanie i już tylko poczekałyśmy na autobus żeby wrócić do domu. To był udany dzień.