środa, 19 września 2018

62. Góry

Wreszcie wybrałam się trochę dalej i wyżej niż do tej pory. Pojechałam z koleżanką do Karpacza, a dalej piechotką. No może nie do końca piechotką, wspomogłyśmy się wyciągiem na Kopę. Wyciąg wreszcie wygodniejszy, kanapa czteroosobowa, jedyny mankament to cena. No ale to pewnie jest tak - młody powinien wędrować pieszo, ma przecież dużo sił, a senior to raczej po parku niech spaceruje - albo obie strony niech płacą jak chcą wygody. Z Kopy to już elegancko piechotką. Idziemy w kierunku Domu Śląskiego. Dalej miałyśmy w planie przejść niebieskim szlakiem do schroniska Lucnej Boudy po czeskiej strony. A tu niemiłe zaskoczenie, szlak zamknięty. Na szczęście mamy inną alternatywę dojścia do schroniska. Idziemy szlakiem czerwonym w kierunku "Spalonej Strażnicy" aż do odejścia szlaku żółtego i tym szlakiem po kilkunastu minutach dochodzimy do schroniska Lucna Bouda. Teraz chwila zastanowienia gdzie idziemy dalej. Miałyśmy dwie możliwości - iść w kierunku "Kozich Grzbietów" albo do Kapliczki poświęconej ofiarom gór. Wszędzie pięknie. Wybrałyśmy Kapliczkę. Teraz szlak, a raczej droga wylana asfaltem - Czesi często mają w górach takie drogi. Szlak pnie się w górę, słońce przypieka jest to odkryty teren, jest jednak pięknie gdzie się nie spojrzy. Przeplata się kolor żółty z rudościami i ta przestrzeń niczym nie zmącona, turystów już mniej w odróżnieniu od okolic Śnieżki. Kiedy dotarłyśmy do Kapliczki był czas na odpoczynek, przynajmniej dla mnie - Koleżanka z lepszą kondycją nie odczuwała trudów podejścia i to pięknie będzie jeszcze   mogła długo wędrować. Cały czas podziwiam piękne widoki, zdjęcia tego tak nie oddają co widzi się w naturze, ciekawostką były liczne bunkry, zapewne pozostałości po którejś wojnie. Podchodzimy trochę dalej w  dole w niedalekiej odległości widać kolejne schronisko czeskie Vyrowka. Nie miałyśmy za dużo czasu, a i ja nie czułam się na siłach ponownie podchodzić pod górę, więc zawróciłyśmy. Jeszcze spojrzenie na górującą Śnieżkę i długi sznureczek podchodzących i schodzących turystów i czas zjechać w dół. To był piękny dzień mimo zmęczenia.
























niedziela, 16 września 2018

61. Goduszyn

Dzisiaj wybrałam się do dawno odwiedzanego Goduszyna, kolejnej dzielnicy Jeleniej Góry. Co nas tutaj zainteresowało? - Stadnina koni Gostar. Chciałyśmy zobaczyć piękne konie na wybiegach. Zajechałyśmy miejskim autobusem na końcowy przystanek. Dalej leśnymi ścieżkami dotarłyśmy do stadniny. W koło cisza, jest wczesna godzina. Widzimy na padokach kilka koników, próbuję z koleżanką robić jakieś ciekawe zdjęcia. Niestety koniki też jeszcze nie rozbudzone spacerują powolnym krokiem skubiąc ledwo odrastającą trawę. Czasami można zobaczyć trenujące konie lub jeźdźców zażywając przejażdżki. Dzisiaj nic z tego, dzień nadzwyczaj ospały. spacerujemy po rozległych terenach stadniny. W niedalekiej odległości trafiamy na niewielki stawek. Robi się coraz cieplej, przygrzewa słońce. Na chwilę zatrzymujemy się. Koleżanka opowiada nam o wrażeniach z odbytej wycieczki na Mazury. robimy jeszcze kilka zdjęć i wyruszamy w drogę powrotną przez okoliczne łąki i lasek. W końcu wychodzimy w połowie drogi między przystankami, chwila oczekiwania na autobus i powrót do domu. Miejscami widać już pierwsze oznaki jesieni. Jednak najbardziej widoczna jest susza. 



























czwartek, 13 września 2018

60. Jańskie Łaźnie

Wreszcie miałam okazję wyjechać na wycieczkę trochę dalej. Była to świetna wycieczka. Pojechałam z koleżeństwem szkolnym, było nas pięć osób. Celem naszej wycieczki był fantastyczny spacer "Ścieżką wśród koron drzew w Karkonoszach". Taki spacer wśród koron drzew, to niesamowita kąpiel w zieleni otaczającego mieszanego lasu. Ścieżka w koronach drzew aż po szczyt wieży (43 m ponad poziom ziemi) jest dostępny dla każdego nie ma schodów, wchodzi się po spiralnej platformie. Cena przystępna. Wyjechaliśmy samochodem przez Kowary i przełęcz Okraj do Jańskich Łaźni w Czechach. Mijając po drodze ciekawie położoną miejscowość Mała Upa. Wszystkie tereny są atrakcyjne tak latem jak i zimą, kiedy jest raj dla narciarzy. Dojeżdżamy do celu, nie ma jeszcze dużo ludzi, to też bez problemu kupujemy bilety i możemy zaczynać "wspinaczkę" na wieżę. Początkowo ścieżka prowadzi do podziemia mamy okazję zobaczyć jak wygląda las pod ziemią. Prosta ekspozycja, która opisuje jak ważną rolę w życiu lasu odgrywa niewidoczna gleba. Wychodzimy z podziemia i teraz poruszamy się ścieżką po spirali cały czas w górę. Łączna długość to 2180 m. W kilku miejscach umieszczone są tablice edukacyjne, z których możemy dowiedzieć się o zaletach "ładnego" i "nieładnego" lasu. Wreszcie dochodzimy do szczytu wieży, skąd rozciąga się wspaniały widok na Karkonosze. Widać kursujące wyciągi na Czarną Górę, skąd zimą szusują narciarze. Gdzieś w dole widać miasteczko. A pod nami wierzchołki pięknych zielonych drzew. Rozkoszujemy się chwilę tym widokiem. Świeci piękne słoneczko, wieje lekki wiaterek -  sama radość. 













No czas wracać. Wracamy tą samą drogą, a kto żądny adrenaliny może pokonać krótszą drogę - zjeżdżając rurą. I wśród nas znalazł się chętny, na pewno nie byłam to ja. 


Wreszcie jesteśmy na dole, jeszcze jedno spojrzenie na wieżę i wracamy. Zatrzymujemy się na chwilę w miasteczku Jańskie Łaźnie, jest to jedyne Uzdrowisko czeskie w Karkonoszach. Miasteczko bardzo małe liczące stałych mieszkańców ok 880. Jednak znane jest turystycznie jako prężny ośrodek narciarstwa, a latem turystyki pieszej i rowerowej. Jednak trafiliśmy  w złym czasie - nigdzie nie naleźliśmy przyzwoitego lokalu gdzie można byłoby coś zjeść, czy wypić kawę.

















I tak skończyliśmy naszą fajną wycieczkę do Jańskich Łaźni. A obiad zjedliśmy już na naszej ziemi. Miłego wędrowania i czytania.