środa, 15 sierpnia 2018

51. Moje miasto cz. 3

Wybrałam kolejną ulicę. Jest to jedna z najdłuższych ulic - liczy ok. 6 km - ulica Wolności. A skąd się wzięła, a no z połączenia dwóch miejscowości Jeleniej Góry i Cieplic. Proszę się nie obawiać nie zmęczycie się "idąc" ze mną, dzisiaj tylko mały odcineczek. Cała długość nie jest ciekawa, przebiega przez miejsca o charakterze prawie wiejskim, a dlaczego? A dlatego, że w okresie przed wojennym Cieplice i Jelenią górę rozdzielała wieś Malinnik. Z czasem zatrze się ta różnica. Wybrałam się znowu o świcie. Fakt było spokojnie, pora wyprowadzania psów jedynie, no i cała chmara samochodów. Zaczynam od pl. Niepodległości niemal w centrum miasta. Mijam szereg świeżo wyremontowanych kamienic, są również próby wkomponowania nowych budynków mniej lub bardziej pasujących do całości. 

 













Jak widać nie wszystkie kamienice doczekały się lepszych czasów, chociaż widać mimo wszystko ciekawą architekturę.





Doszłam do połączenia dwóch głównych ulic. To co widzimy na zdjęciu poniżej to miejsce styku z fontannami, ale jak widać o świcie jeszcze nie działają, szkoda.



Idę dalej ulicą Wolności, mijam budynek szkoły podstawowej i kolejnej odnowione kamienice. No ale kiedy zerknęłam w jedną z otwartych drzwi wejściowych ogarnęło mnie lekkie przerażenie.










I to byłoby na tyle w dniu dzisiejszym. Obiecuję, że jeszcze przyjdzie czas i powędrujemy dalej to ciekawą ulicą. Pozdrawiam



wtorek, 14 sierpnia 2018

51. Bukowiec

Kolejny wypad był całkiem spontaniczny. Po porannym deszczu postanowiłam gdzieś wyjść. Padło na Bukowiec, wieś w pobliżu Mysłakowic, Kowar. Przyjechałam czerwoniutkim autobusem.



Właściwie to nie było wielkiego wędrowania, skupiłam się na próbach fotografowania nielicznych kwiatów, szczególnie tych najmniejszych. A przy okazji posiedziałam chwilę nad stawem, obserwowałam pierzaste maluchy. W Artystycznej Stodole - przygotowania do jednego z koncertów w ramach Festivalu dell'  Arte - Święta sztuki w Dolinie Pałaców. Tym razem nie skorzystam. Kiedy już nacieszyłam oczy widokami, uspokoiłam duszę - mogłam wracać do domu. To był potrzebny wypad. A co zobaczyłam pokażę i Wam, chociaż to nie to samo co zobaczyć własnymi oczyma, obiektyw aparatu nigdy nie odda do końca piękna przyrody.















Kilka zdjęć kwiatów.









niedziela, 12 sierpnia 2018

50. Pakoszów

O, 50 wędrówka w tym roku, mały jubileuszek. Jest okazja do nagrody - wypiłam z koleżankami filiżankę smacznej kawy i zjadłam wbrew swoim postanowieniom kawałek pysznego tortu czekoladowego. A co całkiem mi się należy drobniutka przyjemność. Na wszelki wypadek nie sfotografowałam, żeby nikt mnie nie sztorcował. Wracamy do spaceru. Wybrałyśmy się niedaleko - do Pakoszowa gdzie stoi piękny pałac, w którym obecnie jak zwykle jest hotel z całym ekskluzywnym zapleczem. "Pałac Pakoszów w Karkonoszach, barokowa siedziba z XVIII wieku, przekształcona w luksusowy hotel, którego wnętrza oraz otoczenie oddają klasyczny charakter Śląska" inf. internet. 

Początek naszej wędrówki to osiedle Orle, teraz po paru metrach wchodzimy na polną drogę, przekraczamy tory i wały przeciwpowodziowe. Idziemy wśród żółtych pól porośniętych nawłocią. Widać ustawione ule, czyli będzie miód nawłociowy. Słońce trochę nas przypieka, nie jest źle poprzednie dni były gorsze. Wreszcie wchodzimy na zacienioną ścieżkę niemal leśną prowadzącą wzdłuż rzeki "Kamienna". Trochę pośmiałyśmy się kiedy minął nas samochód na zagranicznych blachach, a  w środku pasażerka z mapą na kolanach a i GPS pewnie też działał. No i ukazuje się nam pałac w całej okazałości. Nie wchodzimy do środka, wprawdzie można zwiedzać, ale my już to znamy. Siadamy sobie w cieniu na ławeczce i odpoczywamy. Ja przechodzę groblami wzdłuż kilku stawków, które są obok pałacu i stanowią pewną atrakcję. Wiosną jest tutaj sporo ptactwa. 

















Chciał nie chciał ale trzeba zbierać się w drogę powrotną. Idziemy tą samą drogą, ale nie wracamy jeszcze do domu, zahaczamy o Park Norweski gdzie właśnie wypijamy kawę. Niestety pałacowa kawa nie dla kieszeni emeryta. Nie szkodzi zdążyłyśmy i tam onegdaj wypić smaczne cappuccino i wystarczy. A w parkowym stawie podziwiałyśmy niesamowite okazy pływające. Wreszcie był czas do powrotu do domu. Przed nami kolejne wędrówki, a dokąd - a to zobaczymy jeszcze. Pozdrawiam zaglądających na mój blog.