sobota, 9 grudnia 2017

73. Szklarska Poręba

Odbyłam dzisiaj kolejny uniwersytecki spacer. Każda możliwość wyjścia z domu jest dla mnie fajną sprawą. Było nas kilkanaście osób, w tym rodzynek - prowadzący Wojtek. Zapowiada się całkiem fajny dzień. W nocy ździebko popadał śnieg, zrobiło się biało. Nieśmiało przedzierało się słońce. Jedziemy do Szklarskiej Poręby Średniej. Wysiadamy obok odbudowującego się obiektu Muzeum Mineralogicznego, które jakiś czas temu uległo spaleniu się. Jest chłodno, chociaż śniegu bardzo mało. No cóż na zimę w mieście jeszcze poczekamy. Wchodzimy bocznymi dróżkami na niebieski szlak, którym dochodzimy do domu, w którym mieszkał znany malarz Vlastimil Hofman, urodzony w XIX w. Urodzony w Czechach, studiujący na ASP  w Krakowie. Ostatnie lata życia spędził w Szklarskiej Porębie, zmarł w 1970 r. Osoba, która opiekuje się schedą po malarzu oprowadza nas po niewielkich pomieszczeniach, gdzie znajdują się obrazy jego warsztat pracy, nieliczne ozdoby i meble. Nie tak dawno oglądałam część obrazów znajdujących się w Muzeum "Dom Hauptmanów".   Hofman mieszkając w Szklarskiej Porębie dużo malował portretów mieszkańców miasta. Jego obrazy są jak dla mnie bardzo wyraziste, czytelne w swej postaci.










 

Żegnamy się z twórczością Hofmana i idziemy dalej. Wchodzimy do lasu, szlak robi się coraz mniej ciekawy. w całym obrębie lasu widać ślady wyrębu drzew. Droga po której prowadzi szlak jest rozryta niemiłosiernie. I tu zaczynają się problemy, część koleżeństwa ugrzęzło w błocie niemal po kolana. Ja przezornie zeszłam ze szlaku i lasem jakoś przeszłam ten najgorszy odcinek drogi.


 



 

Doszliśmy do Ciekawej grupy skałek zwanej "Chybotek". Kiedy wejdzie się na górny głaz można go rozkołysać.






 

Wreszcie dochodzimy do możliwej drogi i schodzimy do Szklarskiej Poręby Dolnej i kierujemy się na dworzec kolejowy. Górnolotnie napisałam "dworzec" po prostu przystanek kolejowy. Budynek, który kiedyś był dworcem jest w stanie opłakanym. Żegna nas padający śnieg.





 

Spacer mimo tych błotnych przygód był bardzo udany, wszyscy zadowoleni  wracamy pociągiem do domu.                                                    Życzę miłego czytania i oglądania, a zostawiony komentarz mile widziany.

sobota, 2 grudnia 2017

72. Bukowiec - Kowary

Mamy namiastkę zimy. Należy z tego korzystać, góry w zimowej szacie jeszcze poczekają. Póki co w dalszym ciągu wędruję po dolinach. Na dzisiaj wymyśliłam przejście z Bukowca do Kowar. Do Bukowca dochodzimy z Kostrzycy, do której dojeżdżamy PKSem. Przechodzimy obok  stawów ze spuszczoną wodą. Cisza trochę smutny widok, wiosną wróci życie. Spojrzenie na postęp prac przy remoncie i przeobrażenie zabudowań folwarcznych w kompleks hotelowo-konferencyjny. Jak widać powoli prace postępują. Skręcamy w małą uliczkę, idziemy wśród łąk, gdzieniegdzie ukazują się nam wille mniej lub więcej "wypasione". Jest sporo , ale ciepło chociaż słońca brakuje. Mijają nas grupy zawodników uczestniczących w jakimś biegu. Każdy z zawodników biegnie w parze ze swoim czworonogim przyjacielem. Widać było pełne zadowolenie wśród psiaków, szczególnie tych północnych ras. Jedynie szczekający pobratymcy zza płotów nieco rozpraszali uwagę. Fajny to był widok. No dobra wracamy do naszej wędrówki ździebko w tempie spacerowym. A co tam gdzie nam się spieszy. No i wreszcie dochodzimy do rogatek Kowar. Idziemy bocznymi uliczkami, wyszukuję jakichś ciekawostek fotograficznych. Podobają mi się stare bramy, detale w postaci ciekawych klamek, portale nad wejściami. Kowary przed laty musiały być ciekawym miasteczkiem. Co potwierdziło się w opowiadaniach Pani (niestety nie znam nazwiska), którą spotkałyśmy w "Domu tradycji", ale o tym będzie dalej. Póki co zachodzimy jak to jest w naszej tradycji do spotkanego po drodze lokalu na kawę. I tam właścicielka zaproponowała nam odwiedzenie "Domu Tradycji", gdzie dowiemy się o różnych ciekawostkach jak i zobaczymy co mają do zaprezentowania Miłośnicy Kowar. Zainteresowało mnie to. Od dawna wybierałam się tam, ale zawsze było coś na przeszkodzie. Mówię koleżankom dzisiaj mamy czas idziemy. Jak powiedziałam tak zrobiłyśmy. Przed nami ciekawie ozdobiony murali domek niewielki. Po wejściu powitała nas sympatyczna Pani, która zaprowadziła nas do pomieszczenia, gdzie prezentowana jest wystawa "Kowary na starej widokówce". I tutaj przekazała nam wiele ciekawostek związanych z historią starszą i nowszą Kowar. Po chwili dołączyła do nas jeszcze jedna z Miłośniczek Kowar i również z dużą swarom opowiadała nam różne historie. Mogłoby to trwać jeszcze długo, gdybym nie opamiętała się, że przecież musimy zdążyć w końcu za dnia do domu. Podziękowałyśmy serdecznie i przeprosiły, że nie możemy dłużej zostać. Przeszłyśmy przez ładnie odnowioną główną ulicę i przy dawnym dworcu kolejowym poczekałyśmy na powrotny autobus. To była ciekawa wędrówka. Zapewne jeszcze wrócimy do Kowar ale już  wiosną.
























niedziela, 26 listopada 2017

71. Okolice Jeleniej Góry.

Kolejny dzień ze spacerem w tle. Dzisiaj skromniutko okolice miasta. Robi się coraz bardziej szaro i buro. Dobrze, że nie padało, jedynie wiatr dokuczał. A kiedy było bliżej południa to nawet słonce na chwilę wyszło. Przechodzimy przez okoliczne pola, łąki opustoszałe, plony zebrane. Jedynie nawłoć chociaż już przekwitła ale nie mniej w słońcu jej wiechcie fajnie prezentują się.                                                                       Zamieszczę jeszcze kilka  jesiennych obrazów , kto wie co przyniosą kolejne dni.


















 

Oby jeszcze jak najdłużej były takie spokojne bezdeszczowe dni. A może zima zawita w grudniu zobaczymy. Do miłego.