sobota, 11 sierpnia 2018

49. Jelenia Góra/Maciejowa

    Wreszcie trochę chłodniej, chociaż nie jestem tego do końca pewna, ważne że można spokojnie oddychać, czasami nawet "światło zgaszone". W takim razie idziemy na spacer bez obawy, że coś sobie spieczemy. Wybrałyśmy nieodległe miejsce w dawnej wiosce, a obecnie dzielnicy miasta. Do punktu wyjścia dojeżdżamy miejskim autobusem, a co jest taka możliwość to trzeba skorzystać, a nie tracić siły na nieciekawe przejście. Wchodzimy na polną drogę prowadzącą obok kościoła dalej już tylko pola po obu stronach, jedne już puste po zebranym zbożu, drugie obsiane gryką czekają na zbiór. Mijam moje ulubione drzewo, które jest zawsze ciekawe o każdej porze roku. Nie spieszymy się nie ma takiej potrzeby, pełen relaks wszak jesteśmy grupą starszych pań. Musimy porozmawiać wymienić poglądy wszak tydzień nie widziałyśmy się. Ja "uganiam się" za ciekawymi kadrami. Wreszcie dochodzimy do lasu, który zapewnia nam pożądany cień. Wprawdzie mocno przerzedzony ale zawsze to jest las. Wkrótce ukazuje się nam widok wysokich sążni z poukładanymi kłodami. Podobno konieczny wyrąb co by zniszczyć kornika, taką otrzymałam odpowiedź na pytanie - dlaczego...? No dobrze, nie będziemy pogłębiać tematu, wszak ma być relaks. Dochodzimy do polany z fajną wiatą. Tutaj zatrzymujemy się na dłuższą chwilę. Coś tam każda z nas przekąszą i popija. Zaczynamy wspominać chwile spędzane przy tej wiacie, ile to różnych uroczystości odbywało się w plenerze, wielu Osób już nie ma w naszym gronie - taka kolej rzeczy. Wreszcie pakujemy się i wracamy. W połowie drogi skręcamy w lewo, żeby nie wracać tą samą ścieżka. Idziemy tym samym dłużej wśród drzew, mija nas jedyny rowerzysta, a tak cisza tylko gdzieś wśród drzew słychać szum liści. Wreszcie dochodzimy ponownie do punktu wyjścia, jeszcze tylko chwila czekania na autobus i powrót do domu. 





















To był jak zwykle fajny spacer, oby nie wróciły upały. Życzę miłego oglądania.


7 komentarzy: