Miasto moje miasto jak tu cię nie lubić. Łapię chwile kiedy nie pada i nie ma jeszcze upału. Jednego i drugiego mój pesel nie lubi. Wymyśliłam sobie, że będę spacerowała po uliczkach o pięknych nazwach, których patronami są sławne osoby z dziedziny kultury, żeby nie było jakiś domysłów. Jak pomyślałam tak zrobiłam. Rzadko zapuszczam się w te strony miasta, to tym bardziej chętniej poszłam. Skupiam swoją uwagę jak zwykle na architekturze i jej szczegółach. Sporo jest tutaj domów jeszcze przedwojennych no i te mają ciekawy wygląd, gorzej z budownictwem powojennym.
Wynajduję ciekawe detale, którymi przyozdabiane były domy, niektóre są bardzo misterne i ciekawe.
I tak sobie idę, wreszcie dochodzę do pierwszego oczka wodnego i miejskiej zieleni. Spotykam czworonożnego przyjaciela, który przebiera łapkami raz na lewo raz na prawo.
Po przejściu kolejnych uliczek jestem przy trochę większym zbiorniku wodnym, na którym goszczą zawsze kaczki i łabędzie. Przyglądam się im zauważam mamę z czwórką maluchów, która wolała opuścić gwarne towarzystwo czekające, że mieszkańcy rzucą jakiś poczęstunek. Spotykam zakochaną parę gołębi, które za nic mają wszystkich i oddają się miłosnym zajęciom. I tak sobie spaceruję zapominając o trudach dnia powszedniego. Jedynie obecność maseczki o tym przypomina.
Czas wracać do domu, robi się coraz cieplej i więcej ludzi przemieszcza się ulicami. Pozdrawiam odwiedzających i spokojnych chwil życzę. A za pozostawione słowo komentarza dziękuję.