niedziela, 20 października 2019

68 Cieplice

Jest niedziela, więc i dzisiaj będzie spacer. Szkoda w taki dzień pozostać w domu. Trzeba korzystać, nie wiadomo jak długo będzie nam dane cieszyć się tą złotą, kolorową jesienią. Dzisiaj daleko nie jedziemy, bo jak zazwyczaj spacerujemy w stałym gronie. Autobus dowozi nas do pętli końcowej na skraju dzielnicy Cieplice. Dalej będziemy już spacerować licznymi ścieżkami wokół pól, łąk i wałów. Wśród tych ścieżek można zauważyć stare aleje spacerowe, które były tworzone przed wielu laty, obsadzone pięknymi drzewami dębowymi jak i kasztanami. Jeszcze dzisiaj, a zwłaszcza  teraz można podziwiać potęgę tych drzew. Przed wielu laty przemieszczali się tymi alejami między innymi rodziny Schaffgotscha -  właściciela tych stron. Przechodzimy obok kilku stawków, na tle których wznoszą się okoliczne wzgórza, a jeszcze dalej majestatyczne Karkonosze. Jest pięknie, szczególnie zachwyca mnie cisza, gdzieniegdzie słychać świergot ptaka lub stukanie dzięcioła. Martwią mnie tylko liczne grupy rowerzystów, jeżdżących już po wszystkich dostępnych ścieżkach. Cały czas trzeba być czujnym i mieć oczy wokół głowy. I to jest niemal zawsze wyścigowe tempo. Robi się niebezpiecznie. Jednak starałam się skupić uwagę na pięknie otaczającym nas.























Jak często bywa, kończymy nasz spacer w jednym z parków cieplickich, zwanym Parkiem Norweskim. Wypijamy kawę i zjadamy smaczne ciasto, długo jeszcze rozmawiając o mijanych obrazach. Każda na swój sposób jest zadowolona, wracamy do domów pełne ciepła i kolorowych widoków w pamięci.

"Jak nie kochać jesieni, jej barw purpurowych
szarych żółtych, czerwonych, srebrnych, szczerozłotych.
Gdy białą mgłą otuli zachodzący księżyc,
kojąc w swym słabym  sercu, codzienne zgryzoty."  (Tadeusz Wywrocki)


sobota, 19 października 2019

67 Jagniątków - Zachełmie - Podgórzyn

Chłonę kolorową jesień całą sobą, nie odpuszczam prawie żadnego dnia i spaceruję. Dzisiaj sobota, przeszłam z koleżankami blisko 11 km. Niemal cały czas mając pod nogami piękny dywan z kolorowych liści. A zaczęłam w Jagniątkowie. Po przejściu kilkuset metrów jedną z ulic weszłam do lasu, a tu poczułam się jak w jakiejś bajce. Zapomniałam, że gdzieś tam są hałaśliwe ulice, krzyki dzieci i kurz na chodnikach. Chłonęłam całą sobą to co zobaczyłam. Przed oczyma miałam  całą gamę jesiennych kolorów. Pod nogami szeleściły liście, przypominając mi wesołe zabawy lat dzieciństwa. Jak zwykle byłam z moimi stałymi koleżankami. Każda z nas przypominała sobie swoje zabawy. Dochodzimy do grupy skałek, gdzie zatrzymujemy się przy ławeczkach. 








Okratek australijski


Kiedy zaglądałam między skałki natrafiłam na ciekawy okaz grzyba. Wydziela on bardzo nieprzyjemny zapach gnijącego mięsa. Jest to obcy przybysz - Okratek australijski. Po kilkunastominutowej przerwie idziemy dalej. I tak nie patrząc na zegarek dochodzimy do kolejnej miejscowości - Zachełmia. Miejscowość pięknie położona na pagórkach wśród licznej zieleni, obecnie pięknie przebarwionej. 









Willa gdzie przebywał L. Różycki




Idziemy dalej szlakiem już mniej urokliwym jak poprzednio, ścieżka węższa kamienista. Po pewnej chwili ukazują się przed nami pierwsze zabudowania Podgórzyna. Idziemy bocznymi drogami, zaglądając gdzie nie gdzie do ogródków. 








I tak dochodzimy do końca naszej dzisiejszej wędrówki. W między czasie zrobiło się wręcz upalnie, toteż zaczęłyśmy odczuwać trudy naszej wędrówki. Nie dziwota latek trochę mamy w sumie ok 320. Ważne, że zadowolone wracamy do domu. Zapraszam wkrótce na kolejną wędrówkę. A za odwiedziny i słowo komentarza tutaj czy na FB. dziękuję.