niedziela, 11 lutego 2018

Kraina śniegów i lodowców.

Będzie to baśń krótka a jakże tajemnicza i pełna fantazji. Gdzieś daleko w świecie, a może tuż w pobliżu, istnieje kraina śniegów i wiecznych lodowców. Matka natura zimową porą ma bujną wyobraźnię, pracowita jest, tworzy coraz piękniejsze obrazy. Jest biało wszędzie to Jej kolor ulubiony kiedy ma taką wole szaleje - tu zasypie, tam z wichrzycą w parze zatańczy. A kiedy stary zacny mróz nawiedzi te strony to z zimą pod rękę się weźmie i w tany się puszczą. Pogmatwane figury tworzy i nosy nasze mrozi. To wodę zatrzyma i długi soplowy nos jej uczepi. I skałę potrafi rozsadzić taką ma siłę. I nic ze słońca sobie nie robi, jedynie jak brylantami błyska i mami. jednak i na niego koniec przychodzi i wtedy z płaczem odchodzi. A całe te harce dzieciom pasują i wtedy jest radość i śmiechu pełno, nie ważne, że nosy czerwone i buty zmoczone. I tylko Mama ręce rozkłada - dziecino wszak z Ciebie sopel jeden po drugim odpada. I tak to się dzieje aż matka natura wiosnę przywieje.





















sobota, 10 lutego 2018

8. Krótki spacer dla relaksu

No cóż zimowych ośnieżonych szczytów to ja już w tym sezonie raczej nie zdobędę. Wybrałam więc na spacer okolice jednego ze wzgórz "Chmielnik". Zebrałyśmy się w Cieplicach, właściwie poprawnie powinnam napisać - w Jeleniej Górze dzielnicy Cieplice. Jednak jestem przyzwyczajona do Cieplic jako miejscowości. Idziemy początkowo uliczkami starej części uzdrowiskowej. W tej części jeszcze dzisiaj widać piękną zabudowę, chociaż mocno nadszarpniętą zębem czasu. Mijamy ostatnie budynki i wchodzimy na leśne ścieżki. Niestety pogoda dzisiaj nie jest łaskawa dla widoków, nawet zdjęcia są takie raczej smętnawe, wysoko w górach mgła i nie widać grzbietów. Nie narzekamy, nie wieje i to jest ważne, nawet jakiś leciutki przymrozek, to też dobrze, nie czuje się wilgoci, która nie jest przyjemna. A śnieg? tylko na obrazkach w książkach. I tak sobie wędrowałyśmy. Wszędzie widać skutki wichury, a przy okazji puste pniaki po wyrębie drzew. Tam gdzie dawniej były punkty widokowe, teraz stoją koszmarki budowlane, to są takie moje obserwacje. Po obejściu wzgórza schodzimy do centrum i tutaj kończymy ten spacer. Spieszę się na transmisję sportową.          Ten przesympatyczny koziołek niestety stał za daleko, żeby go pięknie sfotografować. Byłam zaskoczona, bo w pobliżu więcej budynków niż leśnych ostępów. Przecież budynki są wszędzie, kilkadziesiąt lat temu w tych miejscach było więcej leśnych miejsc, sama to pamiętam.




A tutaj ktoś nawet garnuszeczek zostawił, żeby spragniony mógł zaspokoić pragnienie wodą źródlaną.








Więcej oznak wiosny niż zimy, leszczyna ma za nic, że to jeszcze luty.



A ten olbrzymiasty przyjaciel tylko leniwie podniósł głowę              i leniwie spojrzał, kto śmie zakłócać mu popołudniową drzemkę.




I na tym koniec moich refleksji słowno - fotograficznych na temat dzisiejszego spaceru.


wtorek, 6 lutego 2018

7. W poszukiwaniu śniegu - Karpacz

Straciłam już cierpliwość i nie wierzę, że w mojej Jelonce będzie śnieg. Zdecydowałam się poszukać go gdzie indziej. Wielu miejsc nie miałam wszak wiedziałam, że tylko w górach on jest. Miałam do wyboru Karpacz lub Szklarska Poręba, to jest najbliżej. Wybrałam Karpacz, no zobaczymy jak to będzie. Jadę sama lubię czasami takie samotne wypady, mogę skupić się na dwóch tematach fotografia oraz rożnego rodzaju osobiste przemyślenia. Wysiadam w pobliżu jednej z atrakcji Karpacza - Świątyni Wang. Niestety w samym mieście śniegu jak na lekarstwo jedynie fajnie bo słoneczny mroźny dzień. Wchodzę do lasu i tu już lepiej słyszę wreszcie piękne skrzypienie śniegu pod butami. Miedzy drzewami migają promienie słoneczne, jest przyjemnie. Przypomniałam sobie jak bodajże w zeszłym roku szłam tą samą drogą i śnieg był po kolana miejscami, dzisiaj ... No dobrze nie będę narzekała, cieszę się tym co mam. szlak prowadzi troszkę pod górkę przy okazji, jak to mówią kolarze "sprawdzam nogę" czyli po mojemu - kondycję. No zadowolona to nie jestem ze swoich możliwości. Po kilkunastu minutach wychodzę na główny szlak prowadzący na Polanę i dalej nie gdzie indziej jak do Samotni.  I tu moje myśli rozgoniły się, jestem na rozdrożu do Polany tylko 1/2h marszu, do Samotni 11/2h. Dzika chęć podpowiada idź dalej, rozsądek wróć, jeszcze nie dzisiaj. Fakt do tej pory szwendałam się po równinach, tak się składało i stąd kondycja byle jaka. No i zawróciłam. Doszłam do Świątyni Wang, gdzie jak zwykle mnóstwo turystów i właściwie tutaj skończyłam tą wędrówkę w poszukiwaniu śniegu. Póki co jestem zadowolona i tak ma być.             

O Świątyni Wang zapewne każdy słyszał. W skrócie - kościół przeniesiony w 1842 roku z miejscowości Vang, leżącej nad jeziorem Vangsmjosa w Norwegii, za namową hrabiny Fryderyki von Reden z Bukowca. 



















czwartek, 1 lutego 2018

6. Sosnówka- Podgórzyn- Cieplice.

Kolejny dzień bury i ponury, wychodzę z domu, przecież wędrować można pogoda mnie nie zdołuje. Dojeżdżamy do Sosnówki Dolnej, stąd będziemy wędrować, tak sobie zaplanowałam. 

Sosnówka jest wioską mocno rozczłonkowaną, tradycyjnie dzieloną na Sosnówkę Górną i Dolną . Sosnówka leży na wysokości 370-720 m n.p.m. Osada została założona w sąsiedztwie jednej z najstarszych dróg do Czech blisko Dobrego Źródła pod Grabowcem (784 m n.p.m.). W XVIII-tym wieku była osadą tkaczy – wyrabiano tu adamaszek, woal. Dzisiaj to karkonoska miejscowość wczasowa.   

Wysiadamy obok dwóch kościołów. Pierwszy, barokowy kościół Św. Marcina, był kiedyś kościołem parafialnym, a obecnie stanowi kaplicę cmentarną. 



 Drugi - to poewangelicki kościół Najświętszego Serca Pana Jezusa i Matki Bożej Ostrobramskiej, powstały w latach 20. XIX wieku. Opuszczamy główną ulicę i wspinamy się do góry. Mijamy ostatnie zabudowania Sosnówki. Na skraju lasu ukazuje się dawny ośrodek wczasowy "Kukułka", który swoją świetność ma już dawno za sobą, pewnie szkoda.



Wchodzimy do lasu i dobrze, bo wiatr dokuczliwy targa nami we wszystkie strony. Jednak złudne to schronienie, drzewa wyrąbane i wiatr ma gdzie hulać. Na pocieszenie oglądamy fajnie omszone skałki. Dziwnie ułożone jakby w tajemniczym kręgu.




Idziemy dalej ścieżką rowerową. Na chwilę schodzimy ze ścieżki, żeby zobaczyć zbiornik retencyjny, w którym dostojnie przyglądają się zielone świerki.



Wracamy na ścieżkę i idziemy w kierunku Podgórzyna. Kiedy brakuje śniegu w okresie zimowym widoki smętne, jeszcze brak słońca to i przyroda przygaszona. Staramy się umilać  tą wędrówkę wspominając poprzednie wędrówki tym szlakiem. Kiedy w zagajniku przy drodze było fajne miejsce na spoczynek z wiatą ławkami, miejscem na ognisko. Obecnie nie ma śladu po tym, no cóż nie każdy turysta potrafi docenić pracę innych.






Wreszcie wychodzimy z lasu jesteśmy w obrębie Podgórzyna 



Z drogi piękny widok na zalew Sosnówka a w głębi widać wzgórze Grodna z ruinami zamku ks. Henryka. Wiosną do jesieni można wejść na wieżę i oglądać piękne okoliczne widoki. 




My jednak idziemy dalej zaplanowaną trasą, a właściwie jedną z dłuższych uliczek Podgórzyna. Lubimy tędy chodzić zaglądając do pobliskich ogródków. I teraz chociaż jak pisałam aura nie jest ciekawa to można wypatrzyć coś interesującego. A to interesujące drzewa, a to przyjacielskie psiny, które koniecznie chciały z nami porozmawiać.





 Jesteśmy już w parku w Cieplicach. Teraz już krótki spacerek do naszego stałego miejsca - czyli kawiarenki na dobre co nieco i kończymy całkiem udany wypad z domu.